Dieta na przytycie od dietetyka

Witam Was ponownie!

Nad tym wpisem myślałem już od dawna i w sumie nawet obiecałem, że taki wpis powstanie 😛 Wiele osób pytało kiedy podam jakąś kolejną dietę na przytycie. Ten wpis dedykuję zarówno osobom, które mają problem z niedowagą, jak i feedee/feederom, którzy chcą jeszcze bardziej przytyć 😉

Dieta została zamówiona przeze mnie od profesjonalnej Pani dietetyk z Warszawy. Było to jakiś rok temu. O ile dobrze pamiętam, zapłaciłem za nią 70-80 zł. I dzielę się nią z Wami za darmo! 🙂 W założeniu to dieta 4000 kcal, choć dokładnie tego nie policzyłem. Dieta miała być w miarę zdrowa (dlatego nie ma tutaj fast foodów) i mieć odpowiednią ilość białka, żeby przy umiarkowanych treningach zbudować też trochę masy mięśniowej. No i oczywiście wyhodować większe sadełko 🙂 Pani dietetyk była mocno zdziwiona, ale podjęła się zadania. Dostałem na początku wywiad do uzupełnienia, z pytaniami o moje dotychczasowe nawyki żywieniowe, alergie pokarmowe itd. Dieta powstała w wyniku chyba 2-tygodniowej wymiany mailowej, bo ciągle coś wymagało zmiany, coś mi nie smakowało, lub nie chciałem tego jeść. Chciałem też, żeby dieta wychodziła relatywnie tanio i żeby posiłki były szybkie i łatwe do przygotowania. No i oczywiście smaczne. Domyślam się, że część z Was lubi inne potrawy i moje menu komuś może wydać się okropne i to jest zrozumiałe, bo każdy woli co innego. Ale jednak myślę, że mimo wszystko jest dość uniwersalne i każdy może je lekko stuningować i dostosować pod siebie. Liczę na to, że ktoś z Was z tego skorzysta 😉
Posiłki zawierają listę składników wraz z ilością, ale nie podają sposobu przygotowania. Jak zrobić naleśniki, czy placki ziemniaczane myślę, że każdy wie, dlatego pominąłem ten element, koncentrując się tylko na liście składników. Oczywiście na pytania dotyczące przygotowania posiłków mogę odpowiedzieć w komentarzach.

Pytanie czy warto było? 😀 Według mnie nie. Dlaczego? Patrząc na to realistycznie, pracując lub ucząc się nie mamy aż tyle czasu, żeby to wszystko przygotować i kupić składniki w sklepie. To znaczy jest to możliwe, ale na pewno pochłonie to sporą część naszego dnia i zawsze zdarzy się taka sytuacja, że coś nam wypadnie i nie przygotujemy przez to posiłków na daną porę. W ogóle czy potrzeba do ułożenia tego dietetyka? Niekoniecznie. Wystarczy trochę zainteresować się tematem, poczytać w internecie i ułożyć coś samemu. Prawda jest taka, że dietetycy są głownie przygotowani na diety odchudzające i zapewniam Was, że w dietach na przytycie mają małe doświadczenie. Potem dochodzicie do wniosku, że sami ułożylibyście to lepiej i że właśnie wyrzuciliście pieniądze. Bo pierwsza wersja mojej diety, którą dostałem to jakiś dramat był 😀 Ogólnie to stosowałem ją jakieś 2-3 tygodnie i zabrakło mi cierpliwości. A to chyba za krótko, żeby były zauważalne efekty. Choć może trzeba spróbować na nowo? 🙂

Jakie Wy macie doświadczenie w tej kwestii? Podzielcie się swoim jadłospisem! Może ktoś uważa, że to są jakieś śmiesznie małe porcje, bo sam zjada na śniadanie bochenek chleba 🙂 Z obecnej perspektywy stwierdzam, że niektóre przepisy, które zamieściłem rzeczywiście nie są zbyt udane, ale niektóre za to stosuję od dawna i mogę osobiście polecić. Czekam na Wasze opinie i sugestie! Szczególnie zachęcam do dzielenia się jadłospisem osoby, które sporo przytyły 😀

dieta_na_przytycie

53 myśli na temat “Dieta na przytycie od dietetyka”

  1. Bardzo zakwaszające menu.
    Na pewno nie jest to dieta do stosowania długoterminowego. Wrzuciłabym więcej warzyw alkalizujących (głównie zielone liściaste), bo przy takim jadłospisie zapisałabym się w pierwszej kolejności do listy oczekujących na nowe nerki. Można trochę oszukiwać system i obsypać pizzę świeżą rukolą, a do kanapki dać listki szpinaku.

    Nie wspomnę o tym, że picie takiej ilości mleka może dać efekty niezbyt przyjemne dla osób przebywających w najbliższym otoczeniu 😀

    Ale spodobała mi się bardzo kolacja z dnia piątego i codzienna porcja orzechów 😀
    Gdyby w Polsce orzechy brazylijskie nie kosztowały tyle, co tygrysie krewetki, to jadłabym codziennie. Krewetki też, gdyby nie kosztowały tyle, co orzechy brazylijskie.

    Michał, z tego co pamiętam, też masz hashi. Tarczyca przy hashi nie lubi orzeszków ziemnych, które właściwie z orzechami nie mają niczego wspólnego. Lepiej nie wciągać masła orzechowego codziennie łyżkami, choć, owszem, samej zdarza mi się w ten bezwstydny sposób grzeszyć.

    Patrząc na to, że taka zatrważająca ilość żarcia ma ~4000kcal, uzmysłowiłam sobie, jak sama niewiele jem.

    Swojej diety nie będę rozpisywać, bo tylko ja jestem takim unikatem, że potrafię na niej przytyć.

    Ale znam jeden sposób na dość taniego gainera – osławiona kanapka wszech czasów: pieczywo posmarowane masłem orzechowym, z plasterkami banana i skropione syropem klonowym. Dla mnie ohyda (raz spróbowałam), ale vlogerzy wpierdalają na live i dostają przy tym orgazmów.

    1. Nie wiedziałem, że zakwaszające. Wydawało mi się, że jest tu dość sporo warzyw i owoców, tym bardziej, że układała to osoba, która się powinna na tym znać. Nie mam hashimoto. Jedynie to powinienem jeść dużo ryb 🙂 Zamysł był taki, żeby też nie wydać majątku, a wiadomo, że czasem można sobie pozwolić na coś lepszego, w stylu krewetek 😀 Mleko może czasem komuś szkodzić, to racja, ale powiedz coś o tym zakwaszeniu więcej ;p Co tu jest nie tak w tej diecie? ;p Obecnie jem bardziej śmieciowo i jakoś żyję xD

  2. Dobra, o krwi trzeba trochę:
    PH krwi powinno być lekko zasadowe (7,35-7,45). Nawet drobne odchyły w PH krwi wpływają niekorzystnie na procesy fizjologiczne komórek. Nasza krew dzięki elementom składowym posiada mechanizm utrzymywania PH na stałym poziomie (słówko na dziś: homeostaza=równowaga). Przy nieodpowiedniej higienie życia jesteśmy w stanie zaburzyć odczyn krwi. Przy PH 6,9 występuje śpiączka cukrzycowa, przy 7,7 drgawki tężyczkowe.

    O kwasicy zaczęło się dużo mówić po fali diet low carb/wysokobiałkowych, bo świeżo odchudzeni ludzie zaczęli walić do lekarzy z objawami zapalenia nerek. Nie mam nic do tych diet, ale trzeba zachować dużo rozsądku i mieć trochę wiedzy. Wracając: zapalenie zawsze wiąże się z zaburzeniem funkcji tkanek (chwilowe/trwałe), może prowadzić do ich degeneracji/zwyrodnienia, w ostateczności do niewydolności organu. Nerki są dość specyficznym narządem, ponieważ są w stanie zachować swoją funkcję nawet przy 80-procentowej niewydolności, bez prezentowania objawów. Najczęściej, gdy ludzie zauważają objawy „nerkowe” jest już za późno na ratunek.

    Dlatego ważne jest, aby zachować zdrowy stosunek produktów o PH kwaśnym i zasadowym w diecie. Mówi się, że najzdrowiej dla nas jest stosunek 80%-20% na korzyść zasadowych (alkalizujących). Zakwaszające jest przede wszystkim białko i węglowodany proste, czyli schabowy z ziemniakami to kwas na talerzu. Albo śniadanie z dnia trzeciego 😉

    Ciekawostka związana z cytryną: mimo, że jest kwaśna w smaku, to ze względu na występujące sole zasadowe ma właściwości alkalizujące krew.

    Zakwaszenie organizmu jest naszą przypadłością cywilizacyjną, bo gdzieś zgubiliśmy te proporcje. Wcale nie pomaga nam w tym stres, występujące w środowisku metale ciężkie, czy brak snu (to również zaburza homeostazę, w tym PH krwi). Objawami zakwaszenia może być niska odporność, zmęczenie, problemy z cerą, bóle stawów.

    Liznęłam temat, więcej do poczytania w internetach.

    1. Boże, jaki chaos. W mojej głowie to było bardziej logiczne.
      Dieta zakwaszająca -> krew -> nerki -> zapalenie -> niewydolność

  3. Jeszcze jedno: „układała to osoba, która się powinna na tym znać”.

    No właśnie. „Powinna”. Problem w tym, że – nie przymierzając – z 2/3 lekarzy i autorytetów medycznych tak na prawdę ma w nosie nasze zdrowie.

    Pewnie mnie zaraz zjedzą, ale:
    Placówki edukacyjne, laboratoria, ośrodki badawcze są opłacane przez największe koncerny spożywcze/farmaceutyczne/inne. Wyniki i ich publikacje muszą odpowiadać sponsorom. Kurde, otwórzcie oczy i pomyślcie, komu najbardziej zależy na Waszym zdrowiu 😉

    Buziaczki
    sensitive vel spizeg motzno

    1. spizeg fagdycznie 😉 nie przesadzałbym z tym zważaniem przez nich na sponsorów. co najwyżej przepisują sponsorskie specyfiki…. „nigdy nie przypisuj złośliwości tego, co można przypisać głupocie.” w większości wypadków chyba po prostu niewiele wiedzą….

    2. Dobra, ochłonęłam.

      O tych sponsoringach można sporo się wywiedzieć z netu, ale można też pobłądzić. Możliwe, że i ja pobłądziłam, ale w chwilach wątpliwości polegam i tak na swojej intuicji. Intuicja mi mówi, że wszyscy chcą mnie zabić. I że jestem paranoikiem.

      Kiedyś ginekolog faszerowała mnie totalnie nowiutkimi tabsami pewnego giganta farmaceutycznego z Niemiec, które w ciągu następnych 2 lat spowodowały lawinę zgonów w Skandynawii, przez co całkowicie usunęli je z rynku UE. Pytanie – kto je w ogóle wypuścił do sprzedaży? Badania, próby, testy? – ktoś to musiał klepnąć i puścić na rynek.

      Już kompletnie na marginesie: ja tych tabletek nigdy nie powinnam wziąć do ust z racji mojej ówczesnej kondycji zdrowia, a mimo to wszelkie przeciwwskazania zostały totalnie pominięte przez panią doktór. Cieszę się, że żyję.

  4. Przepraszam feeder, ale ja bym się tym w życiu nie najadła. Mniej więcej tyle ile zjadasz według tego jadłospisu dziennie, ja jem na jeden posiłek:)

  5. Magda, aleś dała czadu/wyedukowałaś się z tą kwasowością – przez moment byłem skłonny przypuszczać, że masz coś wspólnego z medycyną 😀

    1. ~orlen: Daleko od prawdy nie jesteś, ponieważ w dość pokrętny sposób jednak mam coś wspólnego z medycyną 😉

  6. Aż nie chce się wierzyć, że ten jadłospis jest bardzo kaloryczny. Dla mnie to zwykłe jedzenia dla osoby pracującej umiarkowanie fizycznie.
    Ja bym na tym nie przytyła. Muszę się pochwalić, że ma już 6 kg więcej i planuję po świętach zmienić rozmiar z 40 na 42. Nie jem śmieciowego jedzenia, lecz dużo orzechów i miodu, syropu klonowego i wszystko pełnotłuste.Uwielbiam orzechy z miodem, spróbujcie – są pyszne .

    1. I masło orzechowe(ok.94%),dżem wiśniowy,banan i do tego pełnotłuste mleczko mmm ;)) Ehh..ja nie moge zbytnio przytyć (bmi.19 chyba ;(() rozmiar S ;( Tarczyca ok wszystko ok oprócz tego ,że nic nie idzie w sadełko

  7. Hej 🙂 od kiedy zaczęłam interesować się sadełkiem, często zaglądam na tego bloga i z niecierpliwością czekam na każdy nowy post. Sama jestem lekko przy kości i chociaż staram się to zrzucić, przyznam, że niektóre tłuścioszki są pociągające 😉
    Po komentarzach widzę, że niektórzy mają wątpliwości, czy ta dieta ma na pewno 4000 kcal na dzień, więc postanowiłam to obliczyć, korzystając ze strony ilewazy.pl. Będę wrzucać kcal i ilość P/T/W/B na każdy dzień, może się wam to przydać 🙂

    1. tłuścioszek_606, czemu starasz się zrzucić kilogramy? Nie lepiej trzymać obecną wagę?

    2. Osobiście doradzałbym wręcz zatracić się w obżarstwie, no, ale to tylko moje fantazje 😉

  8. DZIEŃ PIERWSZY:

    ŚNIADANIE: 1144 kcal; Proteiny 37,8 g Tłuszcze 43 g Węglowodany 165,3 g Błonnik 10,4g
    II ŚNIADANIE: 494 kcal; Proteiny 28,8 g Tłuszcze 15,8 g Węgle 60 g Błonnik 5,5 g
    OBIAD: 858 kcal; Proteiny 48 g Tłuszcze 42,9 g Węgle 86,1 g Błonnik 17,8 g
    PODWIECZOREK: 489 kcal; Proteiny 25,3 g Tłuszcze 23,6 g Węgle 49,1 g Błonnik 7,4 g
    KOLACJA: 1143 kcal; Proteiny 53,5 g Tłuszcze 74,3 g Węgle 67 g Błonnik 7,7 g

    ŁĄCZNIE: 4128 kcal; Proteiny 193,4 g Tłuszcze 199,6 g Węgle 427,5 g Błonnik 48,8 g

    Chleb dałam orkiszowy, ryżu brązowego całą szklankę. Orzechy są na śniadanie laskowe, a na deser włoskie.

    Jak widzicie, w tym dniu pani dietetyk się nie pomyliła. Sama jestem ciekawa, co będzie dalej 😀

  9. Następny dzień już zliczony. Zapraszam do czytania 😀

    ŚNIADANIE: 783 kcal; Proteiny 36 g Tłuszcze 56,8 g Węgle 39,5 g Błonnik 5,4 g
    II ŚNIADANIE: 411 kcal; Proteiny 27,9 g Tłuszcze 16,9 g Węgle 40,3 g Błonnik 3,8 g
    OBIAD: 1486 kcal; Proteiny 65,4 g Tłuszcze 94,3 g Węgle 101,4 g Błonnik 5,9 g
    PODWIECZOREK 443 kcal; Proteiny 16,6 g Tłuszcze 9,5 g Węgle 82,1 g Błonnik 8,7 g
    KOLACJA: 725 kcal; Proteiny 48,4 g Tłuszcze 33,2 g Węgle 63,6 g Błonnik 8,4 g

    ŁĄCZNIE: 3848 kcal; Proteiny 194,3 g Tłuszcze 210,7 g Węgle 326,9 g Błonnik 32,2 g

    Uwagi: chleb graham, orzechy włoskie, jaja klasy M, ciasto orzechowiec, bułka grahamka (ale sprawdziłam, że orkiszowa i grahamka mają odpowiednio 250 i 252 kcal/100 g), tuńczyk w oleju, na kolację 3 łyżki pesto.

    Nie jest dokładnie 4000 kcal w dniu drugim, no ale powiedzmy sobie szczerze: mało kto potrafi poprzestać na jednym kawałku ciasta 😉

    1. A jednak to nie pani dietetyk się pomyliła, ale ja XDD
      Na kolację jest więcej kalorii 😀

      KOLACJA: 914 kcal; Proteiny 56,8 Tłuszcze 33,9 g Węgle 101 g Błonnik 11,9 g

      wobec tego:

      ŁĄCZNIE: 4037 kcal; Proteiny 202,7 g Tłuszcze 211,4 Węgle 364,3 g Błonnik 35,7

  10. DZIEŃ 3:

    ŚNIADANIE: 1000 kcal; Proteiny 49,4 g Tłuszcze 51,5 g Węgle 91,8 g Błonnik 9,7 g
    II ŚNIADANIE: 890 kcal; Proteiny 23 g Tłuszcze 65,3 g Węgle 64,6 g Błonnik 12,5 g
    OBIAD: 1458 kcal; Proteiny 61,8 g Tłuszcze 67,2 g Węgle 43,5 g Błonnik 1,1 g
    PODWIECZOREK 429 kcal; Proteiny 7,9 g Tłuszcze 24,3 g Węgle 43,5 g Błonnik 2,6 g
    KOLACJA: 778 kcal; Proteiny 69,4 g Tłuszcze 8,5 g Węgle 137 g Błonnik 33,8 g

    ŁĄCZNIE: 4555 kcal; Proteiny 211,5 g Tłuszcze 216,8 g Węgle 496,1 g Błonnik 70 g

    Uwagi: pizza – 4 kawałki (jeden kawałek ma 365 kcal), na śniadanie 10 g masła, na drugie 15 g, por smażony na oliwie z oliwek, ryżu brązowego 1 szklanka (ugotowanego)

    W tym dniu przydałoby się dużo pić, ze względu na błonniczek 😛

  11. DZIEŃ 4 (stosunkowo niskotłuszczowy xD)

    ŚNIADANIE: 891 kcal: Proteiny 38,6 g Tłuszcze 39,2 g Węgle 110,2 g Błonnik 14,7 g
    II ŚNIADANIE: 385 kcal; Proteiny 26,6 g Tłuszcze 10,9 g Węgle 66,8 g Błonnik 6 g
    OBIAD: 1252 kcal; Proteiny 93,6 g Tłuszcze 54,8 g Węgle 101,9 g Błonnik 6,9 g
    PODWIECZOREK: 400 kcal; Proteiny 10,6 g Tłuszcze 14,7 g Węgle 61,4 g Błonnik 4,7 g
    KOLACJA: 899 kcal; Proteiny 84,9 g Tłuszcze 31,6 g Węgle 69,9 g Błonnik 8,1 g

    ŁĄCZNIE: 3893 kcal; Proteiny 254,3 g Tłuszcze 151,2 g Węgle 410,2 g Błonnik 40,4 g

    Uwagi: wszystkie bułki to grahamki, orzechy są włoskie, na hamburgery mięso z ligawy, dwie łyżki pesto i ser cheddar, makaron to ciemne świderki.

    Smacznie 😉

    1. Poprawiam błąd w makaronie świderki na kolację.
      Dałam go 90 gram zamiast 125, jak było w rozpisce.
      To idzie tak:

      KOLACJA: 1019 kcal; Proteiny 90,2 g Tłuszcze 32 g Węgle 93,7 g Błonnik 10,3 g

      ŁĄCZNIE: 4013 kcal; Proteiny 259,6 Tłuszcze 151,6 Węgle 434 g Błonnik 42,6 g

      Najmocniej przepraszam, mój błąd :C

  12. DZIEŃ 5

    ŚNIADANIE: 825 kcal; Proteiny 34 g Tłuszcze 33,8 g Węgle 103,3 g Błonnik 8,1 g
    II ŚNIADANIE: 628 kcal; Proteiny 17,6 g 15,4 g Węgle 116,2 g Błonnik 11,2 g
    OBIAD: 1330 kcal; Proteiny 62,3 g Tłuszcze 75,2 g Węgle 109,7 g Błonnik 11,6 g
    PODWIECZOREK: 443 kcal; Proteiny 16,6 g Tłuszcze 9,5 g Węgle 82,1 g Błonnik 8,7 g
    KOLACJA: 956 kcal; Proteiny 58,6 g Tłuszcze 24,3 g Węgle 135,5 g Błonnik 16,2 g

    ŁĄCZNIE: 4182 kcal; Proteiny 189,1 g Tłuszcze 158,2 g Węgle 546,8 g Błonnik 55,8 g

    Uwagi: na śniadanie dałam chleb tostowy pełnoziarnisty (można sobie zmienić na zwykły – będzie o ok. 100 kcal więcej, ale mniej błonnika), do szejka na drugie śniadanie idzie łyżka miodu, bułka znów grahamka, makaron rurki, 2 żółte cukinie. Właśnie się też zorientowałam, że chyba w poprzednich dniach wstawiłam złe proporcje makaronu (po ok. 75 gram zamiast 125), ale zaraz to poprawię. Mam nadzieję, że nie będziecie mieli mi tego za bardzo za złe, przepraszam :c

    Chociaż pewnie i tak nikt tego nie przeczyta XDD

  13. DZIEŃ 6 – wam też cieknie ślinka na widok tego menu? Chyba kiedyś zrobię sobie taki cheat day 😀

    ŚNIADANIE: 908 kcal; Proteiny 34 g Tłuszcze 38 g Węgle 107 g Błonnik 17,9 g
    II ŚNIADANIE: 421 kcal; Proteiny 14,1 g Tłuszcze 22 g Węgle 48,6 g Błonnik 7,4 g
    OBIAD: 1052 kcal; Proteiny 71,3 g Tłuszcze 43,3 g Węgle 97 g Błonnik 12,4 g
    PODWIECZOREK: 2051 kcal; Proteiny 44,3 g Tłuszcze 111,5 g Węgle 214,8 g Bł 22,7 g
    KOLACJA: 808 kcal; Proteiny 21,9 g Tłuszcze 68,2 g Węgle 35,5 g Błonnik 8,4 g

    ŁĄCZNIE: 5240 kcal; Proteiny 185,6 g Tłuszcze 283 g Węgle 502,9 g Błonnik 68,8 g

    Uwagi: mąka i otręby owsiane, chleb żytni razowy, czekolada na polewę – mleczna (pół tabliczki), śmietana do obiadu – 100 g, sos czosnkowy 100 g

    Na bogato :V

  14. DZIEŃ 7

    ŚNIADANIE: 971 kcal; Proteiny 55,2 g Tłuszcze 30,2 g Węgle 126,2 g Błonnik 17,6 g
    II ŚNIADANIE: 423 kcal; Proteiny 12,7 g Tłuszcze 18,3 g Węgle 54,3 g Błonnik 1,1 g
    OBIAD: 1232 kcal; Proteiny 37,7 g Tłuszcze 66,2 g Węgle 129,8 g Błonnik 11 g
    PODWIECZOREK: 460 kcal; Proteiny 11,2 g Tłuszcze 15,3 g Węgle 77,3 g Błonnik 11,8 g
    KOLACJA: 917 kcal; Proteiny 43,8 g Tłuszcze 37,9 g Węgle 101,1 g Błonnik 13,5 g

    ŁĄCZNIE: 4003 kcal; Proteiny 160,6 g Tłuszcze 167,9 g Węgle 488,7 g Błonnik 55 g

    UWAGI: mąka i otręby pszenne, jogurty po 200 g każdy, bułka grahamka, makaron razowy, szynka z kurczaka, czekolada Milka Oreo, marchew 100 g, pomidory 100 g, mięso mielone z karkówki.

    Wow, nie wierzę, że to już koniec.. miło się liczyło :/

    Więc widzicie teraz, że ten jadłospis zawiera około 4000 kilokalorii na każdy dzień. Oczywiście, łatwo je zwiększyć, np. jedząc dodatkowy kawałek ciasta, nalewając sobie więcej śmietany, jedząc inny chleb itp.

    Mam nadzieję, że udostępniając obliczenia komuś pomogę. Jeśli macie pytania, wątpliwości, uwagi – komentujcie śmiało 😀

    Jeszcze raz polecam stronę ilewazy.pl 🙂

    1. Dzięki za obliczenia! 😀 Na pewno się przydadzą 😉 Jestem jeszcze ciekawy czy ktoś wyciągnie z tego jakieś wnioski, czy czegoś jest za dużo albo za mało?

  15. To ma być dieta na tycie? Ja jem tyle na co dzień, ważę 55 kg, a moja przemiana materii i tak nie należy do najlepszych.

  16. A ja się chciałam zapytać… bo ważę ponad 100kg. Lubię swoje ciało, uwielbiam je pokazywać. Jednak gdzie znaleźć mężczyznę, który także będzie lubił moje ciało? Chciałabym poznać mężczyznę, któremu podobałabym się. Może pomożesz, polecisz jakieś strony, gdzie mogłabym takiego mężczyznę znaleźć?

  17. Feeder, myślę, że to była strata pieniędzy. Można powiedzieć, że trochę doświadczenia mam bo w ciągu 2 ostatnich lat przytyłam trochę ponad 40kg i raczej nie osiągnęłabym tego taką dietą.
    Przede wszystkim jeśli ktoś chce przytyć to polecam jedzenie w nieregularnych godzinach i złamanie stereotypowego myślenia o określonych porach dnia na posiłek. Co mam na myśli? Na przykład, z moim facetem potrafimy o 21 ugotować ziemniaki, zrobić schabowe i wtedy dopiero zjeść obiad albo o 3 w nocy do filmu wcinać chrupki i czekoladę :D.
    Jeśli ktoś chce przytyć to polecam właśnie jedzenie w nieregularnych godzinach, dużo makaronów, kalorycznych rzeczy, słodyczy ale pamiętajmy żeby jednak trochę to zbilansować. Nie zapominajmy o warzywach i witaminach.
    Ja oprócz oczywiście porządnego obiadu, podwieczorku, kolacji i wielu przekąsek w międzyczasie – nie zapominam o produktach wartościowych, dzięki którym zyskujemy dużo witamin, a jeśli nie jesteście fanami owoców, warzyw i ciemnego pieczywa z błonnikiem to zawsze można kupić jakieś suplementy.
    I pamiętajcie, najpierw masa, później…ee masa 😀 i tylko to 😉

    1. W końcu ktoś to napisał 😉 Cudowanie diet „na przytycie” od zawsze wydawało mi się przerostem formy nad treścią. Jeść ile wlezie, jeść to co smakuje, jeść to co tuczy, nie zapominając o podstawach racjonalnego żywienia (potrzebne mikro- i makroelementy.)

      Diety jak ta wyżej zamieniają proces błogosławionego, boskiego obżarstwa tym co kochamy w odpowiednik katowania się sałatą by wcisnąć się w jeszcze węższe rurki 🙂

      Mm, sadło.

    2. ” Jeść ile wlezie ” ot cała filozofia 🙂
      Na początku też realizowałam misternie rozpisany plan ale spontaniczne jedzenie bardziej sprzyja tyciu, szczególnie jeśli się podjada. Grunt to ciągle myśleć o jedzeniu i mieć je zawsze pod ręką, a reszta przyjdzie sama.

    3. Słuszna uwaga 😀 Myślę, że kluczowe tutaj jest ‚uzależnić się od jedzenia’ celowo 😀 Wtedy już pójdzie z górki i nic więcej nie potrzeba 🙂 Można wtedy zostać uroczym łakomczuszkiem-tłuścioszkiem 🙂

    4. znalazłam świetny przepis na tartę bez pieczenia, b. prosty i kaloryczny przy tym zdrowy.
      olskabiega.sport.pl/polskabiega/1,105611,19332540,zdrowa-czekoladowa-tarta-bez-pieczenia-przepis.html#BoxRekrImg

      Aż mnie kusi, żeby wypróbować w czasie świąt, no bo ile można jeść makowca, makiełek i kutii 🙂
      Wygląda smakowicie i na pewno pomoże mi ” wyrosnąć ” z rozmiaru 42.
      Może ktoś z Was wypróbuje przed świętami ?

    5. Neurotyczna, podrzuciłaś bardzo zdrowy i pyszny deser 😀 Nie jadłam nigdy w formie tarty z orzechami, bo sam krem z prawdziwego kakao i awokado czasami sobie robię. Palce lizać 😉

      To jest coś, co lubię: dobre i zdrowe.

      W filmie instruktażowym dali jeszcze nasiona chia. Cholerstwo jest drogie, można zastąpić polskimi nasionami lnu 😉 Mają więcej omega 3, ale ciut mniej błonnika.

      Kolejny ważny dla mnie aspekt, to wegański wymiar tej pyszności 😀
      Dzięki!

      Ale nie wyobrażam sobie świąt bez makowczyków, pierników i kutii 😉

    6. Dzięki za komentarz, ale widzisz, problem jest w tym, że nie na każdego działa to samo. Jeden bardziej przytyje, jak będzie podjadał w nocy, inny jak będzie jadł dużo cały czas, a nie tylko wieczorem. Dowodem na to jest to, że przytyłaś Ty, a Twój chłopak nie, mimo, że jedliście często razem! Ta dieta to nie jest jakiś jedyny słuszny sposób na przytycie, ale pewnego rodzaju wskazówka. Ja po własnych obserwacjach uważam, że to czy się tyje, czy nie, zależy w dużej mierze od psychiki i stylu życia. Cokolwiek by to miało znaczyć 🙂

    7. Faktycznie 😀 tak jak moje zdjęcia idealnie pasują na blogi o takiej tematyce jak Nasze, tak A. mógłby prezentować swoją sylwetkę na portalach wsparcia dla anorektyków :’D

  18. „Feeder” – ta dieta to miała być ta niespodzianka, którą dla nas miałeś przygotować ?
    Jeśli tak to musisz się bardziej postarać :D. Co tam słychać u Kasi ? Cały czas czekamy na jakąś sesję, najlepiej z wakacji ;). pozdrawiam

    1. To była ta niespodzianka xD U Kasi wszystko ok, ale póki co na sesję zdjęciową nie ma czasu xD

  19. Wow! Ale się cieszę, ze trafiłam na tego bloga.. 🙂 Dzięki Wam zaczynam na nowo w siebie wierzyć ! Dziękuję, muszę nadrobić lekturę bloga od początku !

  20. Polecam jeść duże porcje obiadowe a w nocy robić sobie wielki talerz spagetti 😀 Oczywiście w międzyczasie jakieś mniejsze smakołyki 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *