Kompulsy

Dzisiaj chciałem się z Wami podzielić pewnym odkryciem, którego niedawno dokonałem. Otóż odkryłem pewną społeczność, która wzbudziła moje niemałe zainteresowanie. Mianowicie jest to grupa osób, które określają się jako „kompulsywni żarłocy”, lub mówią, że cierpią na „kompulsywne objadanie się” i mają „niepohamowany apetyt”. Na czym to polega? Myślę, że nazwa mówi sama za siebie – osoby takie mają napady głodu i potrafią w ciągu kilku godzin wcisnąć w siebie kilka a nawet 10 tysięcy kcal! Po prostu nie mogą przestać jeść, objadają się do oporu. Co to ma wspólnego z nami? Ano trochę ma. Zacząłem się po prostu zastanawiać co by się działo, gdybyśmy nawzajem wiedzieli o swoim istnieniu. Ludzie z kompulsami uważają, że to coś złego tyle jeść, boją się, że przytyją i starają się z tym walczyć (temat dotyczy głownie dziewczyn). Dla nas to styl życia! Czerpiemy z tego przyjemność! Lubimy jeść i według nas nie ma nic złego, że ktoś czerpie przyjemność z jedzenia i je ponad limit. W internecie można znaleźć na różnych forach rozmowy na ten temat. Oto ukrywki niektórych z nich, aby uzmysłowić Wam na czym to polega i jakie nimi kierują uczucia:

„Nie jestem tutaj pierwszą dziewczyną, która przyznaje się do tego, ze kompulsywne objadanie się to także jej problem.
Posłuchajcie co dziś zjadłam (i o dziwo jestem jeszcze głodna):
kanapka z jajkiem
duży snickers (85 g)
2 marsy
2 bajaderki
130 g krówek (taka mała paczka)
2 bułki słodkie
zapiekanka
muszelka (takie duże ciastko z dżemem)
kajzerka z ziarnami
10 pierogów ruskich polanych smażoną cebulką
kilka śliwek
i o ironio – duża butelka coli light 😉
Wiecie co? Jeszce muszę coś zjeść. Muszę… To jest silniejsze ode mnie.”

„Hej, mogę się przyłączyć? 🙂 Mam kompulsy od nastoletnich lat… Uwielbiam jeść, po kryjomu i dużo, zwłaszcza w nocy. Nigdy nie miałam „braku apetytu”, nie wiem jak komuś może „nie chcieć się jeść”.
To, że nie utyłam do 100 kg to zasługa ograniczonego budżetu..
We wtorek miałam kompuls, a raczej zamierzone obżarstwo (od rana do wieczora).. Zjadłam aż 7500 kalorii! (tak w skrócie to cała pizza, 300gramowa czekolada, kilka paczek różnych ciastek, batoniki, kanapki itp.)”

„Nie wiem, czy jestem głodna, czy nie. Nieważne, i tak jem. Nawet jak jest mi już niedobrze (tak, jak wczoraj) to wpycham w siebie więcej i więcej. (…) W zimie 2008 w ogóle nie potrafiłam tego kontrolować. Czasem po 3 dni z rzędu moje wieczory wyglądały tak: pączek, pączek, pączek, gofer, gofer, gofer, gofer, gofer, gofer, bita śmietana, czekolada, czekolada, ciastka, cukierki, kanapka. Brzuch miałam niesamowity. „

Ta społeczność ma nawet swoje własne forum: http://kompulsywnizarlocy.org ale obawiam się, że może już być nieaktywne, choć można tam znaleźć naprawdę sporo historii z życia wziętych. Nie wiem jak Wy, ale mnie zawsze kręciły sytuacje w stylu „Ale się objadłam, masakra… ale mi brzuch wywaliło…! Zaraz pęknę…. ummm Misiek, będziesz jadł ten ostatni kawałek pizzy jeszcze? :3 ” albo „Ale jestem pełna….wow… aaa gdzie położyłeś delicje? W sumie jak już wstajesz to weź przynieś lody :v” itd. 🙂

Myślę, że dziewczyny z kompulsami zdecydowanie odnalazłyby się w naszej społeczności i może dzięki temu odkryłyby jak czerpać przyjemność z tego, z czym do tej pory próbowały walczyć 🙂

Jestem ciekawy Waszego zdania na ten temat 🙂